Helgi Áss Grétarsson, pierwszy zastępca radnego z Partii Niepodległości, ostro krytykuje obecną sytuację na węźle przesiadkowym Mjódd w Reykjavíku. Jego zdaniem miejsce to stało się punktem gromadzenia się niebezpiecznych, bardzo młodych osób, które zagrażają bezpieczeństwu podróżnych. Wszystko to nasila się zwłaszcza po dwóch niedawnych atakach, które miały tam miejsce. Brak stałej ochrony na tak ważnej stacji ma być poważnym zaniedbaniem miasta.
W rozmowie z mbl.is Helgi mówi, że obecny stan jest „do granic możliwości haniebny”, szczególnie patrząc na dwa ataki, które miały miejsce.
Ostatnie miesiące pełne agresji
Od dłuższego czasu na terenie Mjódd pojawiają się młodzi ludzie zachowujący się w sposób agresywny i nieprzewidywalny. Według Helgiego sytuacja jest na tyle poważna, że zagraża przechodniom i użytkownikom komunikacji miejskiej. Ilość takich incydentów, w tym dwa ataki, które ostatnio miały miejsce, pokazuje, jak brak ochrony jest niedopuszczalny.
W artykule, który opublikował dzień wcześniej w serwisie Vísir, opisuje m.in. dwa przypadki fizycznych napaści, do których doszło w Mjódd w listopadzie. Oba te dwa incydenty zostały zgłoszone policji, a ich analiza wykazała, że dwa ataki były bardzo niebezpieczne.
– To tylko kwestia czasu, aż wydarzy się coś naprawdę poważnego – ostrzega. Dwa ataki pokazują, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć.
Propozycja ochrony od prawie dekady
Helgi przypomina, że Partia Niepodległości już w 2016 roku proponowała wprowadzenie stałej ochrony na węźle. Przez lata pomysł był zgłaszany wielokrotnie, ale bez rezultatu.
– W ostatnich miesiącach ewidentnie gromadzą się tam młodzi i niebezpieczni ludzie. Dwa ataki z ostatnich dni pokazują, że nie ma pewności, co dzieje się na stacji w ciągu dnia i wieczorami. Na miejscu musi znajdować się pracownik ochrony przez cały czas działania węzła – mówi.
Zwraca również uwagę, że podatnicy od lat płacą ogromne kwoty firmom Strætó i Betri Samgöngur. Tym bardziej obecny poziom bezpieczeństwa uważa za nieakceptowalny.
Rzucił kamieniem w głowę przypadkowemu mężczyźnie
Według danych, do których dotarł Helgi, sprawcy ostatnich napaści są wyjątkowo młodzi. W jednym z przypadków napastnik miał zaledwie 14 lat. Polityk podkreśla, że część z nich jest w ogóle poniżej progu odpowiedzialności karnej.
Co więcej, ofiary to często osoby pochodzenia zagranicznego, które nie są związane z lokalnymi środowiskami czy konfliktami.
– To niewiarygodne, że władze wciąż nie podjęły działań. Dwa ataki już miały miejsce, a bezpieczeństwo nadal jest zagrożone. Zamierzam zwrócić się do policji o pełne informacje i oferuję tym osobom pomoc prawną za darmo – mówi Helgi.
Brak odpowiedzi, dlaczego nie ma ochrony
Helgi przyznaje, że nie wie, dlaczego władze miasta nie zdecydowały się na instalację stałych środków bezpieczeństwa.
– Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiono. Ostatnie dni spędziłem na zbieraniu informacji i analizowaniu, jak powinniśmy zareagować. Po rozmowie z rodziną, która została zaatakowana 3 listopada, zdecydowaliśmy wspólnie działać.
Pierwszym krokiem było opublikowanie artykułu. Kolejnym jest zgromadzenie wszystkich danych od policji. Jak podkreśla, społeczeństwo musi zostać uświadomione, co dzieje się w Mjódd i jak zachowują się niektóre osoby.
– Taka jest rzeczywistość. Dwa ataki odbyły się w krótkim czasie i trzeba to zatrzymać, bo jest to po prostu haniebne – podsumowuje.
Źródło: mbl.is


